Ziobro zaorał komisję Tuska. Afery Platformy wróciły jak bumerang
To, co wydarzyło się w Sejmie, przeszło do historii. Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, stanął w końcu przed komisją śledczą do spraw Pegasusa. Jednak zamiast odpowiadać potulnie na pytania, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Już od pierwszych minut przesłuchania zaatakował członków komisji i przypomniał im o aferach, które w czasach Donalda Tuska wstrząsały Polską. W efekcie całe posiedzenie zamieniło się w gorące starcie, które bardziej przypominało polityczną debatę niż formalne przesłuchanie.
Ziobro wchodzi i od razu uderza
Ziobro nie czekał ani chwili. Jeszcze zanim padły pytania, ogłosił, że komisja jest nielegalna. Powołał się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, według którego uchwała o jej powołaniu była sprzeczna z konstytucją. Przewodnicząca Magdalena Sroka próbowała go uciszyć, ale to nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Ziobro mówił, że to wszystko to polityczna szopka i próba zniszczenia jego osoby.
Atak na Tuska i Platformę
Gdy członkowie komisji pytali o zakup systemu Pegasus, Ziobro odpowiadał po swojemu. Zamiast prostych słów o procedurach, sięgał po ciężką amunicję. Wyciągał sprawę Polnordu i mówił o wielkich pieniądzach, które znikały w czasach rządów Platformy. Przypominał o Sławomirze Nowaku i jego zegarkach, o oskarżeniach o korupcję i o tym, że właśnie Pegasus pomógł odkrywać poważne przestępstwa.
Padało też nazwisko Romana Giertycha. Ziobro opowiadał, że Platforma miała wokół siebie ludzi, którzy robili gigantyczne interesy, a teraz próbują udawać ofiary.
Pegasus jako broń na mafie i złodziei
Ziobro stwierdził, że to on odpowiada za sprowadzenie Pegasusa do Polski. I nie wstydzi się tego ani trochę. Według niego system był potrzebny, aby walczyć z mafiami gospodarczymi i złodziejami. Twierdził, że każde państwo poważnie traktujące bezpieczeństwo musi mieć takie narzędzia.
Mówił wprost: Pegasus nie był kupiony po to, aby podsłuchiwać opozycję, tylko po to, by łapać przestępców. Jako przykład podał sprawę Sławomira Nowaka. To miało być dowodem, że bez takiej technologii Polska nie byłaby w stanie rozbić wielu nieuczciwych układów.
Awantura na sali
Każde zdanie Ziobry wywoływało gorące reakcje. Posłowie wchodzili mu w słowo, protestowali, zgłaszali wnioski formalne. On jednak nie dawał się wyprowadzić z równowagi. Chciał włączyć swoje oświadczenia do protokołu, przewodnicząca odmawiała, a atmosfera gęstniała z minuty na minutę.
Publiczność przed telewizorami oglądała widowisko, które bardziej przypominało ring bokserski niż salę sejmową. Jedni komentowali, że Ziobro „zaorał komisję Tuska”, inni pisali wprost, że to pokaz arogancji i ucieczki od odpowiedzialności.
Krótka reakcja Tuska
Kiedy Donald Tusk został zapytany przez dziennikarzy, co myśli o zeznaniach Ziobry, odpowiedział bardzo krótko. Powiedział tylko, żeby go o to nie pytać i że nie będzie komentował. Taki chłodny dystans został odebrany różnie. Część komentatorów uznała, że premier nie chce dolewać oliwy do ognia, inni stwierdzili, że unika trudnego tematu, który ciągle może odbić się rządowi czkawką.
Media i widzowie podzieleni
Transmisję oglądały tysiące Polaków. W sieci natychmiast pojawiły się memy, komentarze i gorące dyskusje. Dla jednych Ziobro to bohater, który miał odwagę przypomnieć afery Platformy. Dla innych to polityk, który próbował przykryć swoje własne problemy i rozmydlić odpowiedzialność.
W mediach społecznościowych trendowały hasła z nazwiskiem Ziobry i Donalda Tuska. Jedni pisali, że „Ziobro rozjechał komisję”, inni, że „komisja pokazała jego prawdziwą twarz”.
Co zrobi komisja
Przewodnicząca Magdalena Sroka zapowiedziała, że zeznania Ziobry zostaną przeanalizowane i porównane z dokumentami oraz wcześniejszymi świadkami. Nie wykluczyła, że zostanie złożone zawiadomienie do prokuratury. Sama komisja stoi na stanowisku, że Pegasus był nadużywany i że władza Ziobry przekroczyła swoje kompetencje.
Ziobro oczywiście zaprzeczał. Powtarzał, że to narzędzie w walce z mafią, a nie zabawka polityków. Ale ostateczną odpowiedź dadzą dokumenty i dalsze prace komisji.
Symbol starcia politycznego
To przesłuchanie pokazuje, że komisje śledcze w Polsce rzadko są tylko miejscem zbierania faktów. Najczęściej są areną politycznej wojny, a Ziobro potrafił wykorzystać tę scenę do maksimum. Dla jednych stał się symbolem odwagi i walki z układem Tuska. Dla innych stał się przykładem polityka, który krzykiem i atakami próbuje uciec od odpowiedzi.
Jedno jest pewne. To przesłuchanie zapisze się w historii jako jedno z najgłośniejszych w ostatnich latach.
Zbigniew Ziobro pojawił się w Sejmie jako świadek, a wyszedł jako główny aktor politycznego spektaklu. Zaatakował komisję, przypomniał afery Platformy, bronił Pegasusa i sam siebie przedstawiał jako polityka walczącego z mafią.
Całe wydarzenie było dowodem, że polska polityka coraz bardziej przypomina widowisko, w którym każdy chce trafić do widza przed ekranem. Dla jednych Ziobro to człowiek, który „zaorał komisję Tuska”. Dla innych to dowód, że dawni ministrowie próbują unikać odpowiedzialności.
Niezależnie od ocen, ta historia jeszcze długo będzie komentowana.
